Kosztorys zamiast Excela: co przestaje boleć, gdy wyceniasz w programie

Excel jest świetny, dopóki to Ty jesteś jego jedynym użytkownikiem i masz czas pilnować formuł. Przy kilku wycenach tygodniowo zaczynają się drobne problemy, które kosztują czas — a czasem pieniądze.

Za darmo w okresie beta — pierwsi użytkownicy dostaną specjalną cenę, gdy wejdzie płatna wersja.

Przykładowa wycena remontu łazienki przygotowana w Wycence: dane firmy i klienta, etapy prac z pozycjami, ilościami, stawką VAT oraz kwotami netto i brutto
Wycena w takiej postaci trafia do klienta. Firma i klient na zrzucie są przykładowi.

Wielu wykonawców robi kosztorysy w Excelu albo w Arkuszach Google i to jest w porządku — arkusz jest darmowy, elastyczny i znany. Problem nie leży w samym narzędziu, tylko w tym, ile rzeczy trzeba w nim pilnować ręcznie. Oto najczęstsze kłopoty z kosztorysem w Excelu i to, jak wyglądają w programie zrobionym pod wyceny remontów.

1. Formuła, która nie objęła nowego wiersza

Dopisujesz pozycję na końcu etapu, a =SUMA(F5:F18) nadal kończy się na F18. Suma etapu jest za niska, klient akceptuje, a Ty dowiadujesz się o tym przy rozliczeniu. To najczęstszy i najbardziej kosztowny błąd arkuszy.

W programie: sumy etapów i całości liczą się zawsze ze wszystkich pozycji w sekcji. Nie ma zakresów do poprawiania.

2. VAT liczony „na oko” przy mieszanych stawkach

Remont mieszkania na 8%, ale jedna pozycja ma iść na 23%? W arkuszu oznacza to osobne kolumny, warunki albo ręczne przeliczenie na kalkulatorze. Łatwo wrzucić pozycję do złej stawki.

W programie: stawkę ustawiasz przy pozycji, a dokument sam pokazuje VAT osobno dla każdej stawki i jedną kwotę brutto. Jaką stawkę zastosować w danym zleceniu — w razie wątpliwości warto zapytać księgową.

3. Kopiowanie starego kosztorysu

Nowa wycena zaczyna się od „Zapisz jako” na poprzedniej. Potem zostaje w niej nazwisko poprzedniego klienta w nagłówku, stary adres albo pozycja, której nowy klient nie zamawiał. W folderze rośnie kolekcja plików „kosztorys_kowalski_v3_OSTATECZNY.xlsx”.

W programie: zaczynasz od szablonu albo pustej wyceny, a dane klienta wybierasz z listy kontaktów. Każda wycena jest osobnym wpisem z datą i statusem.

4. Eksport do PDF, który się rozjeżdża

Kolumna nie mieści się na stronie, logo przesuwa się przy drukowaniu, ostatnia linijka ląduje sama na drugiej stronie. Wysyłanie samego pliku .xlsx też nie jest dobrym pomysłem — klient może go przypadkiem zmienić albo nie otworzyć na telefonie.

W programie: PDF w formacie A4 generuje się z gotowego układu, z Twoim logo i danymi, w jednym z kilku wzorów graficznych. Przed pobraniem widzisz podgląd.

5. Arkusz na telefonie

Edycja arkusza na telefonie u klienta to męczarnia: małe komórki, przewijanie w bok, przypadkowe nadpisanie formuły. Dlatego większość wykonawców spisuje wymiary na kartce i przepisuje je wieczorem.

W programie: na telefonie każda pozycja jest kartą z dużymi polami, a ilości wpisujesz z przecinkiem, tak jak mierzysz. Wycenę możesz zrobić i wysłać od razu na miejscu.

6. „Czy dostał Pan mój kosztorys?”

Wysłałeś plik mailem albo komunikatorem i nie wiesz, czy klient go otworzył. Akceptacja przychodzi jako „ok” w SMS-ie, który po dwóch miesiącach trudno odnaleźć.

W programie: zamiast pliku możesz wysłać link do wyceny. Widzisz, czy i kiedy klient ją otworzył, a on klika „Akceptuję” albo odrzuca ofertę z komentarzem. Akceptacja zapisuje się przy wycenie.

7. Twój cennik żyje w głowie

Stawki zmieniają się co sezon, a w każdym arkuszu wpisujesz je od nowa — i w każdym trochę inaczej.

W programie: swoje stawki ustawiasz raz w katalogu. Domyślne ceny z katalogu Wycenki traktuj jako punkt odniesienia, a nie gotowy cennik — warto je dopasować do swojego regionu.

Kiedy Excel nadal ma sens

Uczciwie: jeśli robisz jedną–dwie wyceny w miesiącu, masz dopracowany arkusz i klienci akceptują PDF bez problemu — zmiana może nie być warta zachodu. Excel jest też lepszy do własnych analiz, np. porównywania kosztów materiałów z kilku hurtowni. Wycenka nie importuje ani nie eksportuje plików arkuszy.

Program do kosztorysów zamiast Excela daje najwięcej tym, którzy wyceniają często, w terenie i chcą mieć potwierdzenie akceptacji od klienta. W okresie beta możesz go sprawdzić bez opłat na kilku zleceniach, równolegle z arkuszem. Jak wygląda efekt końcowy, zobaczysz na przykładowym kosztorysie.

Najczęstsze pytania

Czy mogę zaimportować swój arkusz z Excela?

Obecnie nie ma importu plików Excel. Swoje typowe pozycje i stawki wpisujesz raz do własnego katalogu i potem wybierasz je z listy.

Czy mogę wyeksportować kosztorys do Excela?

Nie ma eksportu do arkusza. Kosztorys pobierasz jako PDF albo udostępniasz klientowi linkiem.

Mój arkusz ma narzut na materiały. Da się to odwzorować?

Wycenka nie liczy narzutów automatycznie. Materiały dodajesz jako osobne pozycje z ceną, którą ustalasz sam, albo wliczasz je w stawkę.

Czy warto przechodzić z Excela, jeśli robię dwie wyceny w miesiącu?

Przy rzadkich wycenach arkusz może wystarczyć. Różnica jest najbardziej odczuwalna przy kilku wycenach w tygodniu, wysyłce z telefonu i potrzebie potwierdzenia akceptacji przez klienta.

Ile kosztuje przejście?

W okresie beta Wycenka jest darmowa, więc możesz sprawdzić ją równolegle z arkuszem na kilku zleceniach.

Zobacz też